Bardzo podoba mi się, że w końcu zaczął nazywać rzeczy po imieniu. To między nami nazywa już związkiem, na co długo czekałam. Opowiadał mi, że rozmawiał z jakimś kolegą i zeszło na mój temat (!), pomijając fakt, że powiedział, że ładniutka i młodziutka, najważniejsze, że powiedział: "moja dziewczyna". I mogło nie być dalszego ciągu, rozpłynęłam się przy tych słowach. Na nie czekałam jeszcze dłużej, żeby się jakoś upewnić kim dla niego jestem. Nie powiedział "moja dupa", "moja laska" czy jakkolwiek inaczej. Znając jego powtórzył mi słowo po słowie, to mu chwalę, że każdą rozmowę przytacza z dokładnością niemal idealną. Zaskakujące dla mnie jest to, że potrafi wprost powiedzieć, że ładnie wyglądam, że tak bardzo mu się podobam, że go pociągam, a nie umie powiedzieć, co czuje. Googlowałam to nawet;) Pocieszyłam się, że większość poważnie myślących facetów nie potrafi powiedzieć, że kocha. Ja mu powiem. Kiedyś;)
"Ten" problem sam się rozwiązał. Napisałam do niego, czy mu się odwidziało, czy kandydat mu uciekł, bo od dłuższego czasu nic nie wspominał. Odpisał, że doszedł do wniosku, że jednak woli nie ryzykować z żadną konkurencją. A już tym bardziej nie chce, żeby ktoś obcy był zbyt blisko "jego dziewczyny". W końcu. Widocznie brakowało tu mojego biernego zachowania, bez tłumaczenia dlaczego nie, żeby sam doszedł do wniosku, że to głupi pomysł.
"Moja dziewczyna" w jego ustach tak słodko to brzmi;)