To od początku było dziwne. Spotkałam się z zupełnie obcym facetem i od razu przegadaliśmy kilka godzin. Pozwoliłam się odwieźć pod samą klatkę, a nie tak jak do tej pory kłamałam, że mieszkam dwie ulice dalej. Już za drugim razem pojechaliśmy do niego. A gdzie jakaś obawa, że sama z obcym facetem w jego mieszkaniu na drugim końcu miasta? Nie było. Takie wzbudził we mnie zaufanie. Przecież to niewyobrażalne. A co najważniejsze on tego nie wykorzystał. Wiem, za dużo się działo jak na drugie spotkanie, ale na dobrą sprawę mógł mnie zmusić, przymusić, osaczyć. Nie. Poczekała aż ja będę tego chciała. Bo o tym, że mnie pocałuje mówił odkąd się rozstaliśmy po pierwszym spotkaniu:) Wiem, że to tak strasznie roztkliwiam, ale to właśnie ten okres. Pierwszego pisania, jego co dwudniowych propozycji. I się siebie trzymamy. Jakimś cudem. Tacy różni, a jednak tak podobni. Rozkochałam w sobie ideał faceta. Dostosowałam swoje życie do jego. Kiecki, pończochy, szpilki, mocno podkreślone oczy, solarium. Wszystko, co tylko chce. Pomarudzę, ale i tak to zrobię. Gdzieś czytałam, że jak facet ma wszystko, czego chce pod ręką nie szuka nikogo innego z czystego lenistwa. Ale po naszej ostatniej rozmowie nie boję się. Nawet gdyby powyższa analiza była błędna. Wiem, co czuje, przez co przeszedł. I tak w swej opowieści pominął wątek tej, z którą mieszkał. Wierzę, że jeszcze kiedyś mi opowie.